Wywiad jaki udzieliłam FUNDACJI OSCAR – wspierającej Twórców


Wywiad ze mną …

„Marta Grzebuła pisarka, która łączy pokolenia”

Wpisany przez Ewa
poniedziałek, 12 listopada 2012 15:58

FO. Pani Marto, kiedy napisała Pani pierwszą książkę? I co Panią do tego skłoniło?

M G.– Od dziecka kocham książki, wprowadzają mnie za każdym razem w wyjątkowy świat emocji. Gdy miałam 13 lat, wręcz zakochałam się w Mickiewiczu i Jego „Panu Tadeuszu”. Czytałam dzień i noc. Nad ranem zasnęłam, zmęczona, ale szczęśliwa. I nagle okazało się o świcie, że obudzona przez mamę do szkoły zaczynam „rymować” w sposób, jak najbardziej naturalny. Musiałam kontrolować swoje słowa. Ubawiłam tym mamę i tatę, ale to właśnie mama zasugerowała mi, abym spisała te słowa, abym zaczęła po prostu pisać. I tak powstała moja pierwsza wierszowana bajka dla dzieci ” Czerwone kaloszki” Z każdym dniem, „pochłaniając” książkę za książką, zachęcana przez mamę i tatę, który podsuwał mi sławne „Tygrysy” „wykradałam” z nich coś dla siebie. I tak powstała pierwsza mini-powieść o miłości zatytułowana „Pomarańcze dla Anny” { pierwowzór Pomarańczowych ogrodów” } Ale mówiąc szczerze, sama nawet nie wiem, kiedy zaczęły powstawać pierwsze wiersze…Miałam chyba 14 lat i pierwszą nieudaną szkolną miłość za sobą { tu uśmiech] a, więc miałam dobry powód, aby „wierszem zapłakać”. Wtedy odkryłam ich „oczyszczającą moc”…I na lata, stały się one moim katalizatorem emocji…Aż do dziś.

FO. Miałam ten zaszczyt, iż przeczytałam dwie Pani książki „Kobieta z okna” oraz „Dzień, który nie miał jutra”. Obie te książki mają wspólny wątek- łączą pokolenia poprzez historię. Skąd taki pomysł?

MG. „Kobieta z ona” to i dla mnie wyjątkowa książka. Przez kilka lat w drodze do pracy, patrzyłam dyskretnie na kobietę, która z okna spoglądała ciekawie i z sympatią na ludzi…Nie umiałam dłużej przechodzić obok Niej bez słowa i tak, choć tylko na „dzień dobry” czy ” dobry wieczór „obie zbudowałyśmy nic sympatii, ale nie zdążyłam tak naprawdę Jej poznać. Pewnego dnia zniknęła, a parę dni później wisiał na bramie nekrolog. Nie umiałam trafić do pracy, płakałam i żałowałam…Czułam się winna i nagle zrozumiałam coś, co jest oczywiste, samotność. I to właśnie owa kobieta z okna, rzeczywista i namacalna stała się dla mnie inspiracją. To mój hołd dla Niej, Jej uśmiechu, Jej łagodnego spojrzenia, gdy przechodziłam, obok, gdy poświęciłam Jej, choć te pięć minut w drodze do pracy, czy też z powrotem. „Obudziłam” Ją do życia z tego wiecznego snu, dałam nowe imię, nową historię, ale ze szczęśliwym zakończeniem. Mogła, choć w mojej książce, być potrzebna i kochana. Do dziś, a minęło naprawdę sporo lat, gdy tamtędy przechodzę, [ choć to zabrzmi dziwnie,] uśmiecham się patrząc w Jej okno i kładę rękę na sercu. Ona dla mnie żyje, nie tylko w mojej książce, ale i mojej pamięci. Ale wszystko inne jest fikcją i moim wewnętrznym pragnieniem, abyśmy nie zapominali o tym, co nie uchronne i dla nas….O starości. Obyśmy nigdy nie musieli wyglądać przez okno, bezskutecznie, w oczekiwaniu na uśmiech, na słowo drugiego człowieka.

FO. Czy w życiu realnym jest faktycznie możliwe, iż młode pokolenie lepiej zrozumie starsze, jeżeli pozna ich historię? W końcu dla wielu młodych historia to męczarnia, nudne tematy, daty wykuwane nocami.

MG. Sądzę, że tak. Poznawanie, odkrywanie to nasza natura, ale zdaję sobie sprawę z tego, że dla młodego pokolenia historia to maczkiem zapisane słowa i daty w nudnych podręcznikach szkolnych, ale wiem też, że nie dla wszystkich, bo wszystko zależy od wychowania….Dziś patrząc na dorosłych myślę, że zapomnieli o czymś ważnym…O różnicy, wręcz przepaści, jaka istnieje między „wychowywaniem a chowaniem” dziecka. Ja zbudowałam wizerunek młodego człowieka, nie tylko na swoim wewnętrznym pragnieniu, aby tak było, ale i na faktach. Mam trzech synów i widziałam ich zaangażowanie w temat, gdy opowiadałam Im wszystko to, co i mi latami opowiadano. Sądzę, że wszystko zależy od przekazu i chęci rozmowy płynącej z obu stron. W dzieciństwie miałam babcię Bronię, prawdziwą skarbnicę wiedzy historycznej. Mój tatko również miał dar…Wolałam Jego opowieści o dzielnych żołnierzach, o walce i bohaterstwie i te niesamowite historie o morskich bitwach, o łodziach podwodnych i Wilkach Morskich, niż podwórko i koleżanki. Lata temu zrozumiałam, jak ogromne miałam szczęście mając takich rodziców, i babcię. I tu tkwi klucz do tajemnicy. Rozmowa, dialog i autentyczność a wszystko to oparte na miłości do dziecka. Dziś każdy za czymś „goni” Ja wiedziałam, że trzeba wiedzieć, kiedy stanąć, pochylić się nad dzieckiem i od małego pomagać budować mu świat wyobraźni. A to zasługa mojej mamy Basi. Nie wiem, czy do tego trzeba mieć jakiś dar. Sądzę, że nie. Wystarczy mieć, jedynie, chęci. Moi synowie słuchali o babci Broni, walczącej sanitariuszce i małym Stefciu, mającym niespełna 3 lata, gdy wybuchła wojna i Jego niesamowitych przygodach. Budowałam świat „baśni” oparty na faktach, tak jak robili to babcia i tatko. Moja mama podarowała mi inny świat. Świat ludzi walczących o zdrowie, walczących z godnością z nękającą ich chorobą. Tak, więc w jednej ręce miałam strzykawkę { mama też była pielęgniarką} a w drugiej ręce książkę. Wierzę w młode pokolenie, wierzę w ich pragnienie poznania, jedynie to my dorośli nie mamy dla nich czasu. A szkoda, bo wszyscy ci, którzy odeszli zasługują na naszą pamięć i szacunek a młodzi ludzie zasługują na to, aby poświęcić im czas i to już od niemal kołyski. Moja mama opowiadała mi bajki Kornela Makuszyńskiego, lub wiodła mnie do krainy zdrowia „Pana Kwaska” i jego „magicznego koszyczka „a tatko „zmyślał na poczekaniu” historię ze swojego „szalonego dzieciństwa” Nie miało to dla mnie wówczas znaczenia, co prawdą, co fikcją. Ważne, że Oni przy mnie byli i umiejętnie wprowadzali mnie do świata baśni, legend i niewiarygodnie pięknego zakątka, mojej własnej wyobraźni. Teraz kolej na nas.

FO. W „Kobiecie z okna” połączyła Pani chyba troszkę swoją przeszłość z fikcją literacką, bohaterka i Pani wykonujecie ten sam zawód, macie dość przykre doświadczenia życiowe za sobą, a mimo to potraficie obie podnieść głowę i iść dalej. Czy tak jest faktycznie?

MG. Wcześniej wspominałam, ile dla mnie znaczy ta książka i jaka była historia jej powstania, więc teraz powiem krótko. Tak, jestem pielęgniarką, tak wierzę, że można się podnieść z każdego dramatu, lecz wiem, że bywa, iż musimy mieć wówczas przy sobie kogoś, kto nie będzie udzielał nam „mądrych rad” a jedynie wysłucha. Kto nie będzie usiłował ukierunkować naszego życia a jedynie poda nam rękę i czasem po prostu usiądzie obok. Wierzę w moc serdeczności i miłości, jaka płynie w naszą stronę, od drugiego człowieka.

FO. W tej książce też z bohatera bardzo negatywnego (męża głównej bohaterki) tworzy Pani człowieka nawróconego, lepszego. Czy w życiu często tak się zdarza? Zaczerpnęła Pani temat przemiany z własnego doświadczenia czy po prostu tak Pani chciała?

MG. Wiem, niestety, z własnego doświadczenia, jak bolesne może być życie, każdy dzień z człowiekiem uzależnionym. I choć moje życie napisało mi inny scenariusz, ja w swojej książce zbudowałam lepszy i szczęśliwszy koniec dla mojego bohatera…I dla tych wszystkich, z którymi często ich bliscy „walczą”. Walczą z nimi o nich…I niestety, nazbyt często przegrywają. Ale i tu nutka nadziei się wkrada. Dane mi było poznać kogoś, przesympatycznego, który wybrał dom, rodzinę i przede wszystkim siebie. Odrodził się, stąd imię Adam -ten pierwszy{znaczenie Biblijne}

FO. W „Kobiecie z okn” bije ogromna nostalgia dwóch kobiet, młodej- za zmarnowanym w jej mniemaniu życiu i starszej za zmarłym mężem. Co jeszcze według Pani łączy te dwie kobiety?

MG. To, co uważam powinno łączyć nas wszystkich i to zawsze. Akceptacja, szacunek i empatia. A od tych emocji jest już prosta droga do przyjaźni. Nie proszę ludzi, aby wciąż patrząc na drugiego człowieka, przechodnia, uśmiechali się i byli gotowi na przyjaźń, ale proszę, aby czasem przystanęli i spostrzegli choćby tych, których mają wokół siebie. Boli mnie ten ciągły pęd „po coś” za czymś” Musiałam kiedyś pracować na dwa etaty i to latami, ale zawsze miałam czas dla dzieci, przyjaciół, czy sąsiadów a nawet przechodniów. To wbrew pozorom nie jest wielki wysiłek. Zbyt idealistyczny wizerunek? Może. Ale tego mnie nauczyła mama „Nie przechodzić obojętnie” Dam prosty przykład, w latach 90 byłam w Niemczech, tam na ulicy, każdy każdego pozdrawiał…Uśmiechał się, choć to duże miasto, duże osiedle a ja nie znałam nikogo a mimo to i nam się kłaniano, mamie i mnie a, gdy byłam w Zakopanym zaznałam tego samego, a więc można. I to połączyło obie kobiety, zwykłe: „Dzień dobry, w czym mogę pomóc? Kogo pani szuka?” A przerodziło się to w silną więź i przyjaźń. Jedna uczyła się od drugiej, jak żyć, jak się nie poddać. Stały się swoim lustrzanym odbiciem emocji.

FO. Teraz chciałabym porozmawiać o książce „Dzień, który nie ma jutra”, zarówno forma i klimat zbliżony do wcześniej wspomnianej, ale tu poprzez wspomnienia starszego mężczyzny poznajemy losy ludzi pomordowanych przez KGB. Czy temat zaczerpnęła Pani z historii rodzinnych?

MG. Jak najbardziej. I znów muszę wspomnieć babcię Bronię, To Ona opowiadała mi o moich, nieznanych bliskich, nawet nie raz ze zdjęć. Myślę tu o dziadku, Jej mężu Gracjanie i Jego braciach oraz kuzynach, nie zdążyła niestety opowiedzieć mi wszystkiego. Pisząc tę powieść sama dotarłam do informacji o Nich. Natomiast babcia ukazała mi prawdę jeszcze w czasach, gdy Komuna chciała zakleić Im wszystkim usta. Ona nie poddała się tej lawinie kłamstw i ograniczeń. Był rok 1970 a ja już wiedziałam. Ba! Uznałam, że należy uświadomić i innych i tak to skończyło się to dla mojej rodziny: „Pogawędką” na Milicji a dla mnie reprymendą i obniżoną oceną z historii. Wtedy zrozumiałam, dlaczego babcia mówiła: „o kłamstwie i o brudnych kartach historii”. I choć dla moich bliskich skończyło się owo „zamieszanie” wyjątkowo łagodnie, to ja znalazłam się na cenzurowanym, na lata.

FO. Andrzej to postać, która na samym początku ma na celu zbliżenie się do starszego pana, aby zdobyć względy jego wnuczki. To na pozór wyrachowanie wkrótce okazuje się prawdziwą przyjaźnią i szacunkiem. Co tak naprawdę spowodowało tę niezwykłą przyjaźń, rozdzieloną bądź, co bądź ogromną różnicą wieku mężczyzn?

MG. Andrzej to początkowo „luzak” i facet, który nie ma pomysłu na życie. Jego znajomość z Anią trwała od lat, ale on postanowił już wcześniej, że nabierze ona innego wymiaru. I raz mu się udało. Niestety nie docenił tego, więc musiało nastąpić to, co w tym wypadku było do przewidzenia. Rozstanie. On chciał zapomnieć, lecz jego serce nie, więc rozpoczął swoistą wędrówkę do serca dziewczyny poprzez jej miłość i oddanie do Lesława, jej dziadka. I nagle odkrywa w tym człowieku to, co i dla niego staje się sensem istnienia. Bo o to okazuje się, że „Historia ma twarz” i dzień za dniem, obaj panowie budują ją z fragmentów własnego życia. Andrzej pisząc blog „Kartki z kalendarza- już nie kpiarza” i on Lesław, pomagając odkryć młodemu mężczyźnie jego własną historię, odtwarza własną, usiłując ją zrozumieć i fakt, dlaczego on przeżył. Na to pytanie trudno przecież odpowiedzieć. My też często w różnych okolicznościach życiowych pytamy” Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego ja? ” I nie znajdujemy odpowiedzi.

A jeśli chodzi o równicę wieku….Proszę mi wierzyć. Nie ma jej. Kiedy słuchałam babci Broni, mając te 8 – 10 lat, nie istniała ona między nami. Zapominałyśmy o niej obie. Ja czasem byłam „małym Stefciem”, czasem „Broneczką” a czasem musiałam patrzeć oczami dorosłej kobiety na to, czego ona doświadczyła…I tu znów wracamy do naszej zdolności, do daru empatii. To klucz do wszystkiego.

FO. Jak Pani uważa czy na temat Katynia zostały wyjaśnione już wszystkie tajemnice?

MG. Obawiam się, że nie…Nie czas je zatarł a ludzie i to dawno, dawno temu. A ci, którzy znają prawdę odchodzą, nie znajdując na swojej drodze, takiego młodego człowieka, jakim jest mój książkowy bohater, Andrzej.

FO. Czy może wie Pani o czymś o tamtych dniach, o czym powszechnie się nie mówi, a co jest przekazywane w rodzinach z pokolenia na pokolenie?

MG. Moja babunia nazbyt szybko odeszła a wraz z Nią pozostałe historie a mój tatko jest taki jak książkowy ojciec Andrzeja… Jerzy { notabene pierwowzór postaci, to właśnie mój tatko, Stefan Jerzy. Wieczny marzyciel, bajarz i tułacz, ale bardzo kochany} I stąd w moje słowo do czytelnika, w którym i to między innymi wyjaśniam. Tak, więc moja dzisiejsza wiedza oparta jest na tym, co kiedyś usłyszałam i czego się „dziś” sama dowiaduję. I o tym również piszę w „Słowie od autora” wspomnianej powieści.

FO. Obie książki to nie tylko historia, a w zasadzie jej najważniejsze fragmenty, ale to także wielka miłość, która zakwitła pomiędzy bohaterami. Lubi Pani happy end?

MG. Oczywiście. Nic tak w życiu nam nie dodaje skrzydeł, jak szczęśliwe zakończenia. Daje to wiarę, że i nam się uda. Nawet, jeśli płynie ona tylko z kart książki.

FO. Mówiły mi jaskółki, iż nawiązała Pani współpracę z nowym wydawnictwem Evanart. Jaką pozycje dla nas szykujecie?

MG. Tak to prawda, nawiązałam współpracę z wydawnictwem Evanart. I jestem podekscytowana, ponieważ dzięki naszej współpracy ma ukazać się powieść, zatytułowana JOKER. Pewnego dnia zadałam sobie pytanie: Czy potrafię napisać kryminał? I zmierzyłam się z nim. Mój główny bohater, porucznik Eryk Bernard będzie usiłował zawiłymi drogami kłamstw, intryg, zdrad dojść do prawdy, do sprawcy, lub sprawców. Ukaże czytelnikowi, jak będzie musiał pokonywać kolejne labirynty dróg, by do dotrzeć do sedna, także tych dróg, w które wciągnie go. No właśnie. Kto? Może piękna kobieta, o twarzy bogini, o słodko brzmiącym imieniu? A może wieloletni przyjaciel? A może ktoś, komu i tak nie ufał? Odpowiedzi na te pytania poznamy za parę miesięcy. Pojawi się również i druga powieść „Kiedy ktoś nocą puka do drzwi” – To jakby współczesna baśń z watkami tajemnicy rodzinnej, ale nie tylko…Pojawi się tam wątek, śledztwa, miłości i poszukiwania prawdy…Pojawi się tajemnicza „Biała Dama”, duchy, zjawy a wszystko to osnute poranną mgłą i tajemną wiedzą.

FO. Serdecznie dziękuję za rozmowę, a wszystkich czytelników zapraszam do księgarń po książki Pani Mart Grzebuły.

MG – I ja serdecznie dziękuję za zaproszenie mnie do tej rozmowy.

Image

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s