Z tomiku KORALE JARZĘBINY


WIERSZE z tomiku „Korale Jarzębiny”

25MAR

WIERSZE z tomiku „Korale Jarzębiny”

Z TOMIKU „KORALE JARZĘBINY „

Poezja jest mojego autorstwa i nie może być wykorzystana bez mojej zgody. Z. U 1994 nr 24 poz 83- autorka, Marta Grzebuła-Jarzębina.

© Copyright by Marta Grzebuła
Korekta –Autorska
Projekt graficzny i wykonanie okładki
Marta Grzebuła

 

 

 

Potęga miłości…

Opowiem Wam bajkę – słuchajcie uważnie
usiądźcie tuż obok przy ogniu – nie zgaśnie
rozświetlą ogniki radośnie wam twarze
a ja krainę nadziei pokażę…

Nie działo się to dawno
gór rzek też nie było
nie miasto to wielkie
i nie w wiosce było

To działo się w sercach
umysłach ich dwoje
nie mieli swego skrawka
choć kochali się oboje

Bo świat ten okrutnik
miejsca im nie przyznał
błąkali się wtedy w umyśle –
to była miłości ich własna ojczyzna

Jednym tam językiem władali oboje
jedną sprzężeni myślą trwali
wierząc, że oboje…
pokonają wszystko co na drodze stanie
nikt ich nie rozdzielił – to było kochanie

On niczym Romeo ona niczym Julia
lecz z czary nikt nie wypił
śmierci samolubna

Otulili się własną miłością i siłą
wciąż wierzyli w siebie i wierzyli w miłość
a kto z taką siłą i takim uporem ciągle wierzy, czeka
wiele dostać może…

Nadzieja bywa tarczą – wiara bywa siłą
a miłość jest jak klamra
– potężne spoiwo

Tak więc moje dzieci
miejcie na uwadze
że to rozum rządzi
z sercem idąc w parze

Z cyklu ” Malutkie westchnienie” 1996 r

OBLICZA ŻYCIA- OBLICZA LUDZI

Jestem motylem co igra ze słońcem
Jestem kolibrem frunącym pod wiatr
Jestem tym wszystkim co burzę przepełnia
Gromem piorunem i nocą za dnia

Jestem tym wszystkim od czego uciekam
Jestem tym wszystkim co ukryć też chcę
Jestem tym wszystkim co jest za daleko
bym mogła uwierzyć że lepszy jest dzień

Jestem tym wszystkim i nie ma mnie wcale
Jestem człowiekiem co zbyt słabym jest
Jestem tym wszystkim co we mnie umiera
co dusi otępia i pali mnie też

Nie mam już siły i nie mam też wiary
I nie wiem gdzie skryła się pani mych dni
I nie wiem gdzie miłość co serce wypełnia
nie wiem gdzie nadzieja co sensem ma być

Umiera powoli każde me pragnienie
zabija je chaos zabija je krzyk
I nie mam gdzie uciec i nie mam kryjówki
bym mogła ocalić to co prawdą chwil…

Oj życie życie tyś władcą okrutnym
Jednemu dajesz wszystko innym nie dasz nic
Tyś panią miłości i panią nadziei
Tyś panią i wiary…zechciej prawdą być

Lecz ci nie pozwolę zabrać mego piękna
co z takim uporem w mojej duszy tkwi
co z takim namaszczeniem hołubię od dziecka
że lepszy jest człowiek, niż pragniesz by był…

Styczeń 2011 r. Z cyklu ” Mój kącik prawdy”

BRAK SŁÓW…

Głupota ma setki imion,
miliony oczu i ust,
a jeszcze więcej ma jadu,
co spływa w dolinę dusz.

Gdzie jest ta twoja dobroć?
Gdzie serce, co trzymasz rzekomo, na dłoni?
Gdzie jest też twoja empatia?
…Sarkazm nie ciebie zaboli…

Nie baw się w” Kupidyna”.
Nie baw się ostrzem strzały.
Nie celuj zatrutym grotem.
Bo jesteś dla mnie za mały…

Twój płaszcz podszyty zazdrością
Na twarzy maska dobrego
Lecz oczy twe, jakież wrogie!
Gotowe, by zniszczyć każdego…

Każdego ,który ma lepiej.
Każdego, który się dźwiga.
Zazdrość pochłania ciebie.
i spala serc twych ogniwa.

Głupota i zazdrość to cecha
co niszczy w człowieku- CZŁOWIEKA!

20.092011 Z cyklu rozmowy z cieniem

Podarunek…Baśń czy prawda?

Na ścieżkach górskich, w bajkowej krainie
na saniach wśród śniegu, dziadek mrozek, płynie
Po zaspach i lodzie o chlebie i wodzie
by do nas dziateczek dotrzeć wbrew pogodzie.

A w domkach przy piecu co iskrami bucha
dziatwa sobie siedzi niecierpliwie słucha…
Śledzą sobie gwiazdki co błyszczą w oddali
jak mamy koralik co znalazł go Szarik.

Ta pierwsza jest moja druga twą być może
a inne rozdamy -rozświetlone zorze…
Czekają wpatrzeni w zamarznięte okno
na którym wicherek trochę z parą wodną…

namalował obraz jakże nierealny
więc chucha dziatwa mała by widok mieć ładny.
Czekają na prezenty na swoje marzenia
ale co dostaną? Czy plan się fakt zamienia?

Zasnęli zmęczeni to dała im chwila
jakże upragniona i sercu tak miła…
a dziadek mrozek zagląda przez ono
i patrzy z uśmiechem wchodząc bardzo wolno…

Nie chce ich obudzić zdradzić swoich planów
chowa pod choinką całe morze darów
a potem na palcach przez komin wychodzi
i złotym proszkiem sypiąc znak nadziei robi.

I kiedy ranek zaspany już wstaje
każde z małych dzieci prezent swój dostaje…
a na ścianach domu pobłyskując złotem
nadzieja się rozświetla ale zaraz potem…

Mama razem z tatą siadają do stołu
a dzieci z radością dają im obojgu
swoje małe dary serca wielkie czary
bo dzielą się z radością cząstkami swej wiary…

w… Miłość…
Grudzień 2007 rok. Wrocław

CO MI POWIESZ JESIENIĄ?

Ułożyłam liście dywanem u stóp
oplotłam ramieniem tęczę moich snów
rozkołysałam wspomnieniem każdą chwilę z tobą
zatopiłam się w barwach które niosłeś z sobą

Kiedy wniknęły w mą duszę promienie
kiedy wniknęły milionem barw
przepełniła mnie radość, że jesteś tuż obok
a liść się zagubił w mych włosach i trwa

alejka nadziei pochylone drzewa
kłaniają się nisko głaskane przez wiatr
a ja idąc z tobą poddaję się chwili
i trzymam twą rękę i trzymam ten dar

dar twojej miłości ciepło z rąk przepływa
i wnika w mą skórę i czuję jak drżysz
a wokół szelest co niczym melodia
zatapia nas w magii co wypełnia dni

idziemy poprzez myśli i swoje pragnienia
a pod nogami, mamy z liści tęczy świat
zatapiamy się słońcu patrzymy w marzenia
odmierzając chwilę którą dał nam czas

krok tak pewny choć serce nieśmiałe
gest jakże swobodny choć drga w nim twój lęk
mieszany z nadzieją i wielką miłością
o której mi powiesz patrząc w oczy me

W tej chwili co myślą przebiegła w twym sercu
zatrzymałam oddech, zatrzymałam czas
uniesione liście mieniące się tęczą
porwał gdzieś szybko zaskoczony wiatr

i cisza zapadła umilkł też śpiew ptaków
nie rozległ się w ogóle ani jeden dźwięk
uniosłeś ten błękit tuż nad moją głową
i patrząc nim na mnie rzekłeś. Kocham cię

Mojemu mężowi 2010 rok, wrzesień

Jesień życia w księdze Miłości.

A kiedy dotkniesz dłoni mej drżącej
pomyśl, że wszystko jeszcze przed nami
Noce i dni lata i zimy
mimo iż jesień bawi się z nami

Złotem i brązem otuli Ziemię
a potem wpłynie gwałtownym wiatrem
i ściągnie na nas szare obłoki
które pokryją nam skronie blaskiem

Księżyc zagubi się w moich włosach
pyl gwiezdny siądzie na mojej skroni
a potem twoją ozdobi wieniec,
co laurem czasu rzeźbi na dłoni

Subtelny dotyk pogodne lico
i szczęście skryte w czerni źrenicy
bo oto jesteś i ja wciąż jestem
mimo iż jesień wkrada się w życie

lecz my niepomni jej skrytej mocy
razem pójdziemy pośród listowia
i niczym dzieci pełne ufności
spiszemy księgę naszą od nowa…

Wrocław 2009 rok

Upadek

Kiedy gaśnie to co płomieniem było
popiół rozrzuca wiatr
a z marzeń zostaje tyle
co złapiesz dziś w swoją garść

i ściśniesz mocno od serca
bo nie chcesz utracić nic
z tego co było poezją
a teraz kropelką łzy

zostaniesz przy zgliszczach-samotna
choć wokół wciąż będzie tłum
każdy zapragnie pozostać
i patrzeć na koniec twój

a ty wciąż patrząc na popiół
co wczoraj opoką stał
zechcesz mieć tylko spokój
i siądziesz gdzie dom twój trwał

oparł się burzom nocy
deszczem spływał za dnia
w spiekocie słońca umierał
lecz nie zniszczalny wciąż trwał

więc co go zniszczyło? zapytam
odpowiedź szybko mi dasz
zabiła go obojętność
którą rzucono mu w twarz.

Wrocław 2004r.

Nie lubię

Nie lubię kawy nocą
a herbaty nie lubię w dzień
Nie lubię wyznań czarownych
i kłamstwa co rodzi się.

Nie lubię za dużo cukru
wole goryczy smak
bo wtedy wiem, co prawdziwe
co prawdą się staje dnia.

Nie lubię tego: Dzień dobry”
A za plecami: „Patrz.
Znów idzie samotna, spłakania,
I ciągle sama, od lat”

Nie lubię, gdy ktoś mi radzi
uczy, jak kochać, jak żyć.
Wolę spojrzeć do lustra
i zliczyć płynące łzy.

Nie lubię…

NIECH MÓWIĄ

Mówią, że nie pasuję,
że jestem z innej epoki,
gdzie damy w suknie się stroją,
panowie zaś noszą fraki.

Gdzieś między Mniszkówną
a pięknem słowa Elizy
drzemią samotnie me wiersze,
pod kurzem, na pułkach z wikliny.

Niech mówią, że nie pasuję.
Niech drwią z tego, co piszę,
ja tylko odpowiem, jedno.
Sercem, do serc, piszę.

Wrocław 2010 r.

MOJA WRAŻLIWOŚCI

Moja wrażliwości, dokąd teraz zmierzasz?
Do cienia.
A czego tam szukasz?
Twojego sumienia.

Czy ono tam będzie, schowane przed światem?
Tego jeszcze nie wiem, lecz zaraz zobaczę.
A o co zapytasz, gdy ją w końcu dojrzysz?
Czy ma jeszcze siłę w oczy sobie spojrzeć.

Czy może przeżarta jest grzechem i butą,
czy też ma gdzieś w oku słoną łzę ukrytą?
A spytasz ją może, czy do mnie powróci?
Nie wiem, czy usłyszy, prawda ją zasmuci.

To jak mam teraz żyć na tym padole,
gdzie nie ma sumienia? Umrzeć chyba wolę.
A jak chcesz zakończyć ten swój żywot marny?
Gdy nie masz sumienia, widok ten jest straszny.

Trzeba najpierw serce i duszę mieć wolną,
by wplątać się w tęczę miłości powolną.
Nie można zbyt szybko, nie można uparcie.
Trzeba mieć swą godność i duszę na warcie.

Niech ona pilnuje wszystkich twych uczynków.
Niech ona nie pozna uroków spoczynku.
Wciąż czujna i prawa, gotowa, by wspierać,
kiedy twoją głowę szaleństwo pożera.

Wrażliwości moja, wrażliwości piękna,
kiedy będę wolna od tego przekleństwa
co wypełnia zmysły, a rani mą duszę,
kiedy będę wolna, to same katusze?

Poszukaj sumienia, poszukaj go w cieniu,
a ja go pokażę ludzkiemu spojrzeniu.
I oddam w twoje ręce całe moje serce.
Oddam tobie wszystko, przyjdź do mnie czym prędzej.

2010 r.
Z cyklu „Lustro”

A CZAS NICZYM RZEKA PŁYNIE…

Czas niczym liście, bezszelestnie minął
i z drzewa wspomnienia beztrosko popłynął.
Niby tyle lat i tyle wiosen zgubionych na wietrze,
i chciałoby się powiedzieć…Zostań z nami jeszcze…

Piękno utulone myślą i pamięcią,
obraz zatrzymany pod błękitną wstęgą,
zatrzymany w dłoniach ciężko spracowanych,
zatrzymany w sercu zawsze tak oddanym.

Czy minęły bezpowrotnie wspólne nasze lata?
Czy tylko na zdjęciach zatrzymana data?
Nie tylko…bo w sercach tych, co dziś, co wtedy…
droga przez wzruszenie kręta jest niekiedy.

Pamięć jest jak kielich, serce niczym księga,
kiedy mocno tęskni, otwarta łez wstęga,
wtedy można ująć w słów wzruszeń tę magię,
która nas przepełnia i wzrusza za razem…

I tak mijały nam wszystkim: dni, tygodnie, lata.
Piękne wiosny, mroźne zimy i upalne lata,
aż po dzień dzisiejszy, aż po września słońce,
które swoim blaskiem upaja radośnie.

Lecz nadszedł niestety czas rozstań, pożegnań.
Dziś też utulimy łzy cichym westchnieniem
i spojrzymy w przeszłość, będzie ukojeniem…
…Na zawsze i zawsze w pamięci zostanie,

Pani wielkie serce i Pani oddanie…
z dedykacją dla H.K.

SENTENCJE

„Myśl bywa szlachetną, ale to słowo jest jej wykładnikiem”

„Uśmiech zatrzymany w kadrze jest okruchem wspomnienia”

„Wszystkie dni-tyle dni- to i tak mało, by móc zliczyć wspomnienia”

” Pamięć jest jak kielich, więc upajajmy się nią.”

” Twarze, uśmiechy spojrzenia to to, co zamknięte we wspomnieniach”

” Pośród przyjaciół liczy się tylko to, co jest w sercu”

„Okoliczności to znamiona czasu, w których upływają dni”

” Darem serca nie tylko miłość, przyjaźń, ale i oddanie sprawie”

” Dni, które mijają, nie giną bezpowrotnie, bo pamięć ich matką”

” Przyjaźń jest, jak dojrzałe grono…Owoc jego, to empatia”

” W oddaniu można się zagubić, ale w przyjaźni trzeba umieć wskazać drogę”
„Jesteśmy tym, co pozostawiamy po sobie… Piękne wspomnienia, przyjaźń i ogrom sympatii”

” Na drogach życia pełno tajemnych ścieżek, dobrze mieć wówczas u boku przyjaciela”

” Zdjęcie zatrzymuje obraz a serce wspomnienie”

Chwila

Uśmiechasz się
unosisz dłoń
ręka szybuje
w takt słów

„Wrócę i kocham”

Znikasz
mgła
nic nie widzę
twój obraz się rozmywa …

wraz z kolejną łzą

Pożegnanie.

Wrocław 06.10.2013
Z cyklu „Maski”

Dom – widok z okna.

Za oknem słońce głaszcze
brudne dachy domów
Zagubiony gołąb siada na parapecie
Spogląda na mnie – on tam ja tu
dzieli nas nie tylko szyba
między nami istnieje przepaść…
Ja się nie wzbiję

Szklane niebo przytłacza
Smuga dymu płynie
po chwili rozrywa ją wiatr
Gołąb smagany podmuchem
chowa się w szczelinie murów
Zimno
mróz kolejna chłosta

Białe szpilki rozrzucone na czerni i czerwieni
dachów…
Przestrzeń pełna brązowo złotych liści
stary dąb traci koronę
a kasztan zardzewiał

Słońce wygrywa walkę z chmurami
unosi się nad dachami
Przez otwarte okno
wpływa z wiatrem śpiew ptaków

Gołąb odleciał wzbił się
tylko ja wciąż tkwię w miejscu
wpatrzona w horyzont
Tam czerwień miesza się czernią
dachy domów kapelusze murów
Zamknięta przestrzeń
w której uwieziony jest człowiek
i ja…
Dom.

Wrocław. 06.10.2013
Z cyklu ” Widzę”

KROPLA ŻYCIA

Przynieś mi w dłoniach kroplę rosy
przynieś mi promień słońca
utul w ramionach każdą chwilę
w której byłam bez ciebie…
do końca

Otul me słowa uśmiechem
szeptem słów wypełnij ciszę
otwórz okna na oścież
niech wiatr wypełni tę niszę

Pustka…
Wżera się w oddech odbiera nadzieję
tyle słów zamarło między twoim a moim;- Nie wiem

Przynieś mi w dłoniach kroplę rosy
otul mnie kocem z kwiatów
a potem zapal jeden mały płomień
i pozwól mi wrócić…

zza światów …

Wrocław 10-10-13 Z cyklu „W pożegnaniu gorzka łza”

„Niedostrzegalny”

Cisza. Cisza jak ta, za oknem.
Wiatr. Ucichł. Zmęczył się tułaczką.
Cały Świat jego domem.
Bezdomny piechur po parkach, ulicach, skwerach.
Niechciany i przeklinany.

Znów czyjeś łzy oczyszczają oczy.
Piasek jest wszędzie.
Zgrzyta między zębami.
Kolejny podmuch podrywa rdzawe liście,
kołysze nimi, unosi i unosi,
coraz wyżej i wyżej.

Podążam za nimi.
Moje oko śledzi każdy ruch,
niewidoczny, nienamacalny.
Jednak istnieje.
Kolejny obraz wyłania się z szarówki
umierającego dnia…

Anonim, kroczy ulicą.
Dumny, wyprostowany.
Do czasu.
Wiatr z furią wpada na niego.

Zderzenie potęg?
Człowiek i wiatr.
Remis, oboje upadają.

Chodnik oddaje cios.
Anonim leży.
Nie podbiegam. Niech leży.
Wstanie sam.
A może nie?

Reakcja zbyt wolna.
Oko znów łzawi…
Kolejny kamyk w oku, niezauważony
wwierca mi się w źrenice…

A może to źdźbło?
Co za różnica.
I tak boli…

Wrocław 10-10-13 Z cyklu ” Belka i Źdźbło”
z Biblii (Mat. 7:3–5)

DOM

Noc za oknem koc zarzuca
koc utkany z gwiazd miliona
gdzie srebrzysta twarz księżyca
nocy czerni nie pokona

A ja siedzę i spoglądam
dom mym ciepłem i zapachem
a na dworze wiatr hulaka
liście rdzawe wciąż zamiata

i unosi je ku czerni
ku przestworzom niemierzalnym
dając wolność i swobodę
tworząc obraz nierealny

Rozpływają się na wietrze
czerń po chwili je pochłania
a w mym domu świtało świeci
nikt nikogo nie pogania

Dom mym ciepłem i zapachem
i nie smaga go słów chłosta
cisza spokój i nadzieja
to jest droga bardzo prosta

do miłości i do wiary
choćbym w mroku ciągle tkwiła
odnajduję swe pragnienia…
choć się noc przez dzień przewija

Wrocław 10-10-13 Z cyklu ” Słowa klucze- dom”

Bądź przy mnie zawsze…

Weno, co jesteś mi przyjaciółką.
Echem z mej duszy i myśli.
Nie mniej mi za złe, gdy czasem płaczę.
Otul mnie wówczas i wyśnij…

Wyśnij wraz ze mną moje marzenia.
Emocji moich bądź lustrem.
Nie pozwól zbłądzić mi w mych pragnieniach.
A potem stań się słów bóstwem.

Wiele zawdzięczam ci przyjaciółko.
Erraty słów i mych czynów.
Nierzadko musisz stawiać im veto.
Ypsilon bytu, ulotność rymów..

jestem dla siebie antycząsteczką
anty pragnieniem trwania
to ty ma weno nadajesz sensu
mego rannego wstawania…

Wrocław 1978 rok.

Z cyklu „Jej wiersze w moim lustrze” -”Mała Julia”

Wiersze te są moją interpretacją, powiedzmy swoistą wariacją, wierszy Martyny Dudy.

Uwierz, bo ja wierzę.
Uwierz w mą wiarę
Bo ja tak wierzę
Uwierz i w słowa…

Uwierz- Bo ja wierzę
Zaufaj nadziei
Bo ja mam nadzieję
Zaufaj marzeniom

A Świat niech się śmieje
Uszanuj mą miłość
I zostań w mym niebie
które dziś stworzyłam
dla ciebie i siebie

Pokochaj mnie całą
naucz się na pamięć
tego co oddaję
by nie zostać…samą

Tobie! więc oddaję
wszystkie swe pragnienia
bo tylko ty możesz
spełnić me marzenia.

JEJ WIERSZE W MOIM LUSTRZE…

Jesteś?

jesteś mi początkiem i końcem
życiem oddechem i miłością moją
bądź mi nadzieją na nowy początek
i złudzeniem na rychły jej koniec…
końcem bezdechu i śmiercią bądź moją
bądź mi też końcem mojego cierpienia
a ja odpowiem na twoje szeptanie
co ciszę dziś pustka rozdziera
bo jesteś mi wszystkim co pragnę posiadać
bez ciebie łzy drogi me znaczą
bądź mi wskazówką jak odejść by wrócić
jak spleść w warkocze to światło

KOLEJNY WIERSZ MARTYN D

po mojej lekkiej przeróbce…:} Jak i pozostałe…

Życzę ci

nadziei na lepszy początek
i sił na kolejny jej koniec
życzę ci kochanie Miłości
dokładnie takiej jak mojej…

stuprocentowej

życzę ci Szczęścia pod inną postacią
Szczęścia Stuprocentowego
niech inni zobaczą jak może zaboleć
upadek i smutny jej koniec…

Martyna D. przeróbka – moja

Wiersze te napisane są w roku 2008, poprawki i własna interpretacja wierszy Martyny D. za Jej zgodą uczynione były rok później.

LEPSZY CZŁOWIEK

Jestem, motylem co igra ze słońcem
Jestem, kolibrem frunącym pod wiatr
Jestem tym wszystkim co burzę przepełnia.
Gromem, piorunem i nocą za dnia

Jestem, tym wszystkim od czego uciekam.
Jestem, tym wszystkim co ukryć też chcę
Jestem tym wszystkim co jest za daleko
bym mogła uwierzyć że lepszy jest dzień

Jestem tym wszystkim i nie ma mnie wcale
Jestem człowiekiem co zbyt, słabym jest.
Jestem tym wszystkim co we mnie umiera
kiedy mam spojrzeć co w mej duszy jest

Nie mam już siły i nie mam też wiary
I nie wiem gdzie skryła się pani mych dni.
I nie wiem gdzie miłość co serce wypełnia
I nie wiem gdzie nadzieja co sensem ma być

Umiera powoli każde me pragnienie
zabija je chaos zabija je krzyk
I nie mam gdzie uciec i nie mam kryjówki
bym mogła ocalić to co prawdą chwil…

Oj życie życie tyś władcą okrutnym
Jednemu dajesz wszystko a innym nie dasz nic
Tyś panią miłości i panią nadziei
Tyś panią i wiary…w zamian nie dasz nic

Lecz ci nie pozwolę zabrać mego piękna
co z takim uporem w mojej duszy tkwi
co z takim namaszczeniem hołubię od dziecka
że lepszy jest człowiek niż pragniesz by był…

Wrocław 2011 rok

ZAMIERZ MARZEŃ?

Gonisz czy idziesz…
w kierunku słońca
co ci nadzieją wzrasta bez końca
na horyzoncie marzeń nadziei
ono to słońce planów nie zmieni

wpatrzony w piękno kroku przyspieszasz
ulotność chwili na ciebie czeka
nic nie jest stałe
nic nie trwa wiecznie
zmierzch już nadchodzi…

i to jest pewne…
.
.
.
.
w obliczu prawdy faktów bolesnych
że życie ludzkie w ramach się mieści
że narzucony scenariusz życia
więzi nas gnębi i nie zachwyca

Złudne nadzieje i złudne plany
my jako Naród dawno poddany
tworzymy fikcję snujemy plany
wierząc ufając że nie przegramy

Wrocław 19-03-14 godz 14.14

Mrok kontra….życie…

Kiedy mrok opada czerni woalem
kiedy ciemność niczym podła kochanka otula ramieniem
wtedy możesz uczynić tylko jedno…
Zapalić światło…
w swojej duszy
umyśle
życiu…
A jeśli się nie uda
rozpal w sercu nadzieję.
Wrocław 2013 rok

„Okradziona”

Tak smutek wnika i mnie przepełnia
jak złodziej skrada me myśli
moje bogactwo na nogach ucieka
tego co marzeń nie wyśnił

Jego twarz smutna łup był za mały
i nic wielkiego nie zyskał?
spojrzałam w lustro łza odpłynęła
bo złodziej z mej duszy ją wyssał…

W oddali kruki i wrony pokraczne
w oddali moje marzenia
wołam i czekam a echo milczy
głuche serc nieme westchnienia

okradziona z marzeń i serca nadziei
pokonana przez ludzką głupotę
podstępem skradziono i wiarę w CZŁOWIEKA
i nie wiem jak żyć, i co potem?

pokonana przez zazdrość rozumu prostotę
usiłuję wybaczyć zapomnieć
lecz jak to uczynić gdy znika nadzieja
kto zdoła mi miłość przypomnieć?

kłębią się w głowie słowa jadowe
te zasłyszane te co fałszu pełne
te co podstępem wsączył w moją duszę
bo moje były zbyt piękne…

Jak odzyskać to co skradzione?
wiarę nadzieję i miłość
jak odtruć duszę i jak ją uleczyć?
skoro otacza mnie – nicość.

13.05- 1987 rok.

WIOSNO

Wiosno, co rodzisz się w kropli rosy
w diamencie natury daru
rozwiń swe skrzydła nad Ziemią
i obsyp nas kwieciem czaru

Gdy źdźbła traw tkane
z miliarda tęczowych kryształów
ty wiosno nasza królowo
zatańcz w błękicie ruczaju

Niech muska toń wody twój oddech
a w takt podgrywa zefirek
niech ptaki się wzbiją ku niebu
i zbudzą ze snu barw motyle

Poszybuj po nieba bezkresie
otul swym ciepłym ramieniem
każdą istotę na Ziemi
i każde jej ciche westchnienie

Ach Wiosno…

Wrocław 2013 rok.

ZAPOMNIENIE

Samotność bywa mi darem
lecz bywa że i przekleństwem
jestem czasem tak bliska
a czasem rozrywa mi serce…

pustka…

A gdyby tak falę przytulić
lub z mewą się unieść w błękit
a wiatr oswoić i zmusić
by przywiał mi kolor tęczy…

Słońce zatopi się w wodzie
drzewa otuli wiatr
a co ukryje mój smutek
gdy ten w oceanie łez trwa?

Szum delikatny dopływa
zagłusza i moje słowa
a co zagłuszy me myśli
tak pełne goryczy i obaw?

Wrocław 2001 rok

NIEWIDOCZNY

Są sny co w otchłań wciągają
I dni co sennie mijają
Są myśli splątane wspomnieniem
I wspomnienia więzione milczeniem

Są ludzie co serca szukają
I ludzie co serca nie mają
Są chwile tak pełne cierpienia
Że tracisz pragnienie istnienia

Są słowa co nigdy nie zabrzmią
I myśli więzione rozumem
Są emocje co skrywasz przed Światem
bo po prostu … inaczej nie umiesz…

Są marzenia co wznoszą na szczyty
I szczyty co są zbyt odległe
Są pragnienia skrywane latami
I lata co bólu są pełne

Są?

Wszystko co pełne goryczy
Wybuchnie gdy braknie ci wiary
Unieś więc myśl swą nad chmury
i powiedz…wszystko to mary

Potrafię pokochać życie
Potrafię pokochać swe sny
Potrafię zbudować marzenia
i szczęściem wypełnić dni

Nie Świat jest okrutny i niszczy
Nie ludzie rzucają mi kłody
to ja nie byłem jak dotąd
na trudne wyzwania gotowy

Są sny co pełne westchnienia
I dni co pełne uśmiechu…

Są ludzie…

I ja…

Wrocław 20013 rok

BEZDUSZNOŚĆ

Odradzasz się każdego dnia,
wędrując za słońca promieniem,
by u schyłku wtulić myśli w poduszkę,
chowając się za czarną peleryną nocy.

A pod powiekami tworzysz obraz,
będzie on doskonały….
Kłamstwo jest kłamstwem
nawet wtedy, gdy nazywasz je marzeniem.

Nieprawdziwe słowa, emocje,
wszystko to konfabulacją,
a wystarczy nie marzyć…
Po prostu być sobą.

Zmieścić się w ramach,
które narzuca los,
a może ty sam…
Nie wiem.

Marzenia niszczą, podcinają skrzydła.
Droga niespełnienia bywa ciernista,
upadek nadziei jeszcze bardziej boli.
Może marzenie nazwę celem?

A wtedy… naostrz pragnienie…
Niech zabije bezduszność życia.

2010 r. Z cyklu „Słowa klucze”

W pożegnaniu

W pożegnaniu, gorzka łza
W cieniu zasłon, noc się skrywa
a za drzwiami stoi sen
i do marzeń, rwie, porywa.

Tam, jest słowo, tam jest gest.
Tam, mi serca nikt nie rani.
Tam, się mogę czuć bezpieczna
bo tu wszystko, słowem gani.

Więc, żegnajcie, noc mnie wzywa.
Idę w mój baśniowy świat.
Tylko wiersze jeszcze schowam,
by nie zniszczył ich zły czas.

A w ogniwie, splotu zdarzeń,
moich pragnień, moich snów,
będę z Wami sercem zawsze,
będę, gdy zaświeci nów.

Napisany 24. Listopad, 2010 roku. Wrocław

Autor: Marta Grzebuła

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s